BIAŁA ŁECHTACZKA: NIE nierówności, stereotypom i nietolerancji
 
Wszystko, co z tematem związane
FEMINIZM, czyli co dzieje się z połową naszego (i nie tylko naszego) społeczeństwa

MASKULIZM, czyli co dzieje się z drugą połową naszego (i nie tylko naszego) społeczeństwa

ŁAMIEMY NIEZŁAMANE, czyli odkrywanie tajemnic (nie tylko poliszynela)

CZYTELNIA, czyli czytaj

RECENZJE, czyli polecamy książki, filmy, muzykę itd. o tematyce nam bliskiej

SŁOWNICZEK, czyli WIEDZ WIĘCEJ!
Kolekcje
OSÓB ZWIĄZANYCH Z FEMINIZMEM, czyli kto, kiedy i co zrobił

OSÓB ZWIĄZANYCH Z MASKULIZMEM, czyli kto, kiedy i co zrobił

REPREZENTANTÓW SPOŁECZNOŚCI LGBT, czyli sławne persony
Kontakt
KONTAKT z Białą Łechtaczką
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 29
Najnowszy Użytkownik: Joshveins
MĘŻCZYZNA JAKO OJCIEC

Adam Hajduk

MĘŻCZYZNA JAKO OJCIEC


Mężczyzna nie jest traktowany jako ojciec, rola definiująca mężczyznę jako mężczyznę jest zupełnie pomijana! Mężczyzna nie jest prawie brany pod uwagę jako decydent w sprawie planowania rodziny. Mężczyzna, który przecież czuje silniejszy popęd seksualny, ma czasem jedynie kilka „pijanych” minut na decyzję o poczęciu dziecka, które będzie wychowywał i utrzymywał przez co najmniej 18 lat, podczas gdy kobieta ma na to czasem aż 9 miesięcy, chociaż będzie obarczona dzieckiem jedynie o 9 miesięcy dłużej (18,75 roku). 1) Nazywanie tego planowaniem rodziny to paradoks, niedostrzegany chyba jedynie dlatego, że prowadzi do spadku przyrostu naturalnego a namacalne zmniejszanie liczby dzieci, choćby poddane widzimisię kobiet, kojarzy się z kontrolą ich ilości. Zamiana wspólnej, choć ograniczonej (prawem antyaborcyjnym), decyzji obu partnerów (partnerskiej) w sprawie wydania na świat dziecka na widzimisię tylko jednej ze stron jest całkowitą odwrotnością planowania (rodziny). Co więcej, potencjalnemu ojcu do tego stopnia nie wolno mieć wpływu na swoją 18-letnią przyszłość, że nie wolno mu nawet doradzać kobiecie w sprawie aborcji. W niektórych tylko pozornie antyaborcyjnych krajach, np. Polsce, gdzie kobiecie za poddanie aborcji posiadanego przecież wspólnie z mężczyzną dziecka nie grozi żadna kara, mężczyźnie grozi kara nawet za namawianie do przeprowadzenia tej procedury (nie mówiąc już o paragrafach, pod które by podpadł, gdyby zechciał wziąć los poczętego organizmu w swoje ręce). Mimo tak restrykcyjnego wobec mężczyzn prawa antyaborcyjnego, sytuacja w Polsce postrzegana i przedstawiana jest jako niekorzystna dla kobiet. Pod pretekstem tej niekorzystności trwają starania o jeszcze większe uprzywilejowanie kobiet pod względem planowania rodziny. Klientki do tej pory wolnego rynku aborcyjnego miałyby być dotowane z pieniędzy pochodzących z podatków płaconych między innymi przez ojców sprzeciwiających się wykluczaniu ich z decyzji o powiększeniu bądź niepowiększeniu rodziny. Tymczasem dotacji nie podlegają i nie mają szansy podlegać testy genetyczne na ojcostwo, mimo że nie tylko nie umożliwiają jednemu z partnerów krzywdzenia drugiego, ale wręcz to uniemożliwiają, a państwo, nakładając rodzicielskie prawa i obowiązki na daną osobę, powinno mieć obowiązek udowodnić, że jest ona rodzicem.

Jest zrozumiałym, że macica jest częścią ciała kobiety, nikt temu nie przeczy. Ale już płód w żadnym wypadku nie. Jeżeli kobieta miałaby prawo decydować o płodzie, jako że to ona go żywi, to powinna również odpowiadać za niego, jako że to ona go wyżywiła. Rodzice powinni więc mieć takie same prawa wobec urodzonego dziecka ale obowiązki wobec niego powinny spocząć całkowicie na „hodowczyni”, która przecież bez niczyjej pomocy uczyniła z nie obarczającego nikogo obowiązkami zlepku komórek blastocysty człowieka, dziecko, co do którego jego twórczyni powinna posiadać obowiązki. Mniej więcej tak w istocie było kiedyś, jeszcze w XIX wieku nieślubne dziecko ojciec mógł uznać, nabywając prawa i obowiązki rodzica, ale uznawać nie musiał, a wtedy dziecko spadało całkowicie na barki „hodowczyni”. Jeżeli chcielibyśmy wrócić do rozumowania tamtych czasów, to przynajmniej było ono niesprzeczne. Jednak tym co się obecnie promuje jest uznanie ojca za przyczynę pojawienia się dziecka dopiero 9 miesięcy po tym jak do pojawienia się „podwalin” tego dziecka ów ojciec się przyczynił. Blastocysty powstałej pod wpływem działań ojca nie uznaje się za człowieka, ale już w pełni ukształtowaną istotę ludzką powstałą pod wpływem 9-miesięcznego działania związanych jedynie z matką a nie z ojcem przyczyn uznaje się za wynik działań ojca.

Filozoficzne rozważania odłóżmy jednak na bok, roztrząsanie tego, czy dwa szczepione ze sobą byty są jednym czy nie, przypomina rozprawianie o tym, ile neuronów trzeba usunąć z cudzego mózgu, aby przestał być on tą samą osobą. Podjąłem je jedynie po to, żeby wykazać, że również upraszczając wszystko i sprowadzając do absurdu, kwestia nie ograniczałaby się wcale jedynie do tego, że ze swojego brzucha można wszystko usuwać, ale obejmowałaby również to, że za to co powstaje w czyimś brzuchu wyłącznie ta osoba ponosi odpowiedzialność. Znaczenie ważniejsza niż kwestie filozoficzne jest tu kwestia prawna. Nie może być tak, aby osoba odpowiedzialna za dziecko przez 18 lat i 9 miesięcy miała prawo o decydowaniu o jego, swoim i partnera losie, podczas gdy ten partner, odpowiedzialny za nie przez prawie taki sam czas, nie miał żadnego wpływu na decyzję. Choć oczywiście nie powinno też być tak, jak śpiewał Krajewski w „Takiej Ameryce”, że „baby rodzą leżąc krzyżem”, ani tym bardziej tak, jak proponują to niektórzy maskuliści, aby ojciec w asyście policji i ginekologa odbierał swoje DNA, kiedy nie życzy sobie, żeby rozwinęło się z niego jego dziecko (chociaż może nawet ta sytuacja nie jest taka absurdalna, gdyby np. dziecko zostało poczęte w wyniku gwałtu na nim albo kradzieży nasienia). Ale konkretne rozwiązania problemu nierówności płciowej w dziedzinie planowania rodziny poruszyłem w artykule „Postulaty maskulistyczne”. Teraz natomiast kontynuujmy temat tego, jak ojców nie traktuje się jako ojców.

Nawet kiedy kobieta przez 9 miesięcy nie zdecyduje się, że nie chce urodzić dziecka, nadal nie jest dla niej za późno, aby pozbyć się kłopotu. Ma ona prawo porzucić dziecko w szpitalu, nie informując placówki o tym, kim jest ojciec, a jego o tym, gdzie rodziła, ani że w ogóle rodziła (notabene wcześniej nie miała też obowiązku informować, być może przygodnego, partnera, że w ogóle jest w ciąży i że w ogóle może, lub w przypadku aborcji mógł, on stać się ojcem). Takiej możliwości zrzeczenia się praw i obowiązków wynikających z posiadania dziecka nie ma ojciec, mimo że jest to jedno z (mniej radykalnych) rozwiązań, jakie rozwikłałyby problem jednostronności prawa do aborcji.

Kiedy już kobieta zdecyduje, że mężczyzna zostanie ojcem i że nie utraci kontaktu z urodzonym przez nią dzieckiem, problemy mężczyzny się dopiero zaczynają. Przez większość historii we większości kultur występujących na naszej planecie uznawano, że zadania opieki i wychowywania dziecka należą do obojga rodziców. Dopiero wiek XIX i rewolucja przemysłowa zmusiły mężczyznę do opuszczenia gospodarstwa, w którym przebywał wraz z dziećmi i zajęcia się długą, czasem 14-15 godzinną, ciężką „karierą” w fabryce. Wtedy też kultura dostosowała się do nowej niesympatycznej męskiej roli (a nie odwrotnie) i uznano, że wychowywanie dzieci zadaniem mężczyzny, i tak nie przebywającego z nimi, nie jest. Obecnie uważa się, że kobieta jest predestynowana do bycie rodzicem, podczas gdy ojciec pełni tylko role pomocnicze, a często w ogóle, że jest zbędny. W większości krajów mężczyznom nie przysługują urlopy wychowawcze, a kiedy są wprowadzane, odbywa się to pod hasłami przeciwdziałania dyskryminacji… kobiet (sic!). W razie rozwodu prawo do opieki nad dziećmi praktycznie zawsze przyznawane jest kobiecie (w Polsce w 97% przypadków, w USA w 93% 2)), a matki nagminnie uniemożliwiają dzieciom kontakty z ich ojcami. Co więcej, wiele z nich traktuje dziecko jedynie jako narządzie do ograbienia męża. „Legitymowanie się” dziećmi zachęca sądy do przyznawania kobietom większych części majątków ich mężów. Nie bez znaczenia są też alimenty na dzieci, które nie stanowią pieniędzy wydawanych przez ojców na zakupy potrzebne dziecku (ewentualnie doradzone przez bądź uzgodnione z matką) lecz pieniądze przekazywane przez ojców matkom do dowolnego i przez nikogo niekontrolowanego dysponowania tych ostatnich.

Tymczasem badania pokazują 3), że opinie współczesnego społeczeństwa na temat predyspozycji płciowych do bycia rodzicem są błędne. Te dzieci, które miały szczęście trafić na niestronniczy sąd i czasem zostać przyznane ojcom, pod trzema ważnymi dla rozwoju względami mają się znacznie lepiej od dzieci przyznanych matkom. Rzadziej mają problemy psychiczne, rzadziej mają kłopoty z prawem i lepiej się uczą. A dzieje się tak, mimo że opiekę nad dziećmi przyznaje się ojcom zazwyczaj wtedy, kiedy matkę dotyka jakaś patologia (alkoholizm, narkomania, wyrok), co może świadczyć o tym, że również partnerzy takich kobiet nie dorównują statystycznemu mężczyźnie pod względem dostosowania społecznego. Mimo tego wychowują dzieci lepiej niż 97% lepiej dostosowanych społecznie kobiet.

Ojciec jest więc co najmniej równie dobrym rodzicem jak matka. Mimo tego społeczny odbiór ojcostwa jest negatywny i nieustannie się pogarsza a mizoandria dotycząca ojcostwa kwitnie nie mniej niż mizoandria dotycząca męskości 4). Od zawsze pojawienie się dziecka uznawano za zasługę kobiety (co nie przeszkadzało jednocześnie odpowiedzialnością za nie obarczać mężczyzny), a metaforę wydawania plonów stosowano jedynie do niej i jej funkcji rozrodczych (vide: rodząca ziemia). Obecnie jest jeszcze gorzej. Słowa rodzicielski i macierzyński traktuje się zamiennie, jak wczoraj, kiedy Nelly Rokita zaproponowała emerytury za wychowywanie dzieci matkom (a może rzeczywiście ustawa ma dotyczyć tylko kobiet!?!). ONZ w swoich dokumentach prawie nie poświęca miejsca ojcostwu choć obszernie odnosi się do macierzyństwa. O mężczyznach pomagających opiekować się nie swoimi dziećmi mówi się, że starają się podrywać na to dziecko. Ponadto teraz do takiego postrzegania rodzicielstwa dochodzą przypadki jawnej wrogości wobec ojcostwa. Głośny był przypadek Kanadyjskich linii lotniczych, które zabroniły ojcu siedzieć koło dwójki swoich dzieci, gdyż ich przepisy zabraniają, aby mężczyzna siedział w jednym rzędzie z małoletnimi bez towarzystwa innego dorosłego. Dodam, że te histeryczne antypedofilskie przepisy nie dotyczą kobiet, mimo że w Ameryce Północnej stanowią one 40% wszystkich skazanych za pedofilię (choć wyroki za ten czyn wymierza im się zdecydowanie niższe niż mężczyznom). Innym przykładem mizoandrii jest szkocki zakaz wysyłania przez podstawówki dzieciom i ojcom kartek z okazji dnia tych ostatnich, który motywowany jest tym, że nie we wszystkich gospodarstwach domowych jest mężczyzna, a który nie dotyczy kartek wysyłanych z okazji dnia matki.

Na szczęście coś się powoli zaczyna zmieniać i Ruchy Obrony Praw Ojca i Dziecka, że pozwolę sobie tylko wymienić znany ze swych nietypowych akcji międzynarodowy ruch fathers4justice albo polskie Stowarzyszenie Ruch Praw Ojca i Dziecka , zyskują na znaczeniu. Stanowią one trzon maskulizmu.





1) „Mężczyźni wzięci pod obcas” w Rzeczpospolita. Przedruk na W Stronę Ojca: Link .

2) Przeczytaj też, drogi Czytelniku, do jakich sytuacji dochodzi w Szwecji, gdzie równouprawnienie płciowe wyniesione zostało na piedestał najwyższej wartości: Link .

3) „Tata lepszy od mamy?” na Interia.pl: Link .

4) Dr hab. Anna Giza-Poleszczuk w artykule "O nich zazwyczaj mówimy z pogardą" w Dzienniku z 7 czerwca 2008: Link (niżej) zauważa „zrobiliśmy badania, jaki jest stosunek do mężczyzn w miejscu pracy. Okazało się, że pracodawcy w ogóle nie zauważają, że mężczyźni pełnią w życiu inne role niż tylko pracownika. Dużo się mówi o tym, że kobiety są nie tylko pracownicami, ale także matkami. A mężczyzn pozbawia się jakichkolwiek zobowiązań i uprawnień rodzinnych. Mężczyzna nie może przyjść do szefa i powiedzieć, że musi odebrać dziecko z przedszkola. To też dyskryminacja”.

Dodane przez Saule Pavasaris dnia 07-12-20080 Komentarzy ˇ 527 Czytań - Drukuj
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Różne
AKCJE BIAŁEJ ŁECHTACZKI, czyli sprawdź, co robimy

KONKURSY

WASZE PRACE, czyli Ty przesyłasz, my publikujemy

WSPÓŁPRACA
Cytat miesiąca
"Zostałam feministką w alternatywie wobec zostania masochistką ." Sally Kempton
Ankieta
Czy jesteś za związkami partnerskimi dla par jednopłciowych?

tak

nie

tak, ale nie w Polsce

Musisz się zalogować, żeby móc głosować w tej Ankiecie.


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie